Sluchajcie, dlugo zastanawialam sie, czy Wam o tym napisac, bo w koncu mozna by uznac, ze to moja prywatna sprawa, i ze nie jest ona odpowiednim tematem do naszej listy dyskusyjnej. Obie z Gabi doszlysmy jednak do wniosku, ze powinnam poruszyc ten temat.
Sprawa dotyczy hodowli X, z ktorej pochodzi moj ukochany, schorowany pies. Nie chcialabym, zebyscie pomysleli, ze chodzi o jakies osobiste porachunki z hodowca. Cala ta historia jest dla mnie niezwykle przykra, nic nie moge juz w tym wszystkim zmienic. Moge miec jedynie nadzieje, ze inni wyciagna dla siebie wnioski z moich przykrych doswiadczen.
Trzy lata temu, gdy okazalo sie, ze mamy wreszcie "warunki na psa", chcialam go miec juz, natychmiast. Nie zastanawialam sie wiec wcale, gdy okazalo sie ze w hodowli X. maja byc szczeniaki. Byla to jedyna hodowla, ktora wtedy znalam i nie zadalam sobie trudu poszukania innych hodowcow (mieszkalismy wtedy jeszcze w Warszawie). Pierwsze dwa miesiace z wymarzonym psiakiem uplynely nam beztrosko. Jednak juz w wieku 4 miesiecy szczeniak zaczal kulec na tylnia lape. Po roznych rentgenach i badaniach okazalo sie, ze to OCD (osteochondroza, lub inaczej martwica chrzastek). Jest to choroba dziedziczna, ktora dotyka psy duzych ras. Polega na zaburzeniach w rozwoju chrzastek stawowych. Jedyne skuteczne leczenie to powazna operacja.
Znalazlam zaufanego weterynarza, znanego profesora na poludniu Niemiec, ktory zoperowal psa. Operacja sie udala, najgorsze wydawalo sie za nami. Jednak juz pol roku pozniej, przy rutynowym badaniu stawow barkowych i biodrowych, stwierdzono u niego srednia dysplazje biodra. Nie jest to jeszcze stopien ciezki, ale wystarczy, zeby pies mial za kilka lat problemy z chodzeniem - ma to juz jak w banku.
Dysplazja, podobnie jak OCD, to choroby dziedziczne, dlatego do hodowli nie powinno sie uzywac psow z tymi wadami. Nie widzialam oczywiscie jakichkolwiek badan kontrolnych suki hodowlanej-matki mojego psa - i nie przyszlo mi do glowy zapytac o nie w momencie, gdy kupowlam szczeniaka. W Polsce zreszta nie ma obowiazku badania tej rasy.
Suka hodowlana z X pochodzi z Danii. Gdy okazalo sie, ze moj pies jest dyplastyczny, poszukalam w internecie wynikow badan na dysplazje dunskich psow. Dunski Klub Rodezjana publikuje taka statystyke, jest ona ogolnie dostepna. Okazalo sie, ze na 5 zbadanych psow z rodzenstwa miotowego matki sa 2 przypadki dysplazji biodra, w tym jedna ciezka - typu E1, druga srednia typu C2. Dysplazja jest wiec ewidentnie " w rodzinie".
Na tym nie koniec. Poniewaz pies mial jakies niewyjasnione bole u podstawy ucha, zaczelismy szukac ich przyczyny. I znow koszmarna niespodzianka: okazalo sie, ze pies ma wade rozwojowa jednego ucha. Przewod sluchowy jest niedorozwiniety - ma tylko 1/3 normalnej dlugosci, konczy sie slepo, bez polaczenia z glebiej lezacym narzadem sluchu (o ktorym tez nie wiadomo do konca, czy jest prawidlowo wyksztalcony). Pies jest wiec gluchy z jednej strony, na szczescie drugie ucho ma normalne.
Tak (z grubsza) wyglada zdrowie naszego biednego psiaka - mial i ma jeszcze mnostwo innych "drobniejszych" dolegliwosci . A co na to hodowca? Lepiej nie mowic. Oczywiscie winna wszystkiemu jestem ja. OCD i dysplazja wedlug tego hodowcy nie sa chorobami dziedzicznymi. A niedorozwoj ucha to w ogole jakas bzdura wymyslona przez niedouczonych lekarzy! Wynikow badan i zdjec rentgenowskich po prostu nie przyjmuje do wiadomosci. Jest to osoba bardzo pewna swoich racji, ktora niewygodne dla niej fakty po prostu ignoruje, a osoby, ktore maja problemy z kupionymi od niej psami podsumowuje jako "idiotow". Przejecie jakiejkolwiek odpowiedzialnosci za swoja hodowle zdecydowanie odrzuca.
Nie musze Ci chyba mowic, jak jestem tym wszystkim wstrzasnieta. Jestes niezwykla osoba i jakze dzielna.
My ustrzeglismy sie X chyba z pomoca sil nadprzyrodzonych, a konkretniej to Pani, byla w rozmowie telefonicznej tak niesympatyczna, ze zrazilismy sie calkowicie . Jeszcze nas calkowicie dobila, jak wypowiedziala sie na temat naszej tragedii (dopiero co rozstalismy sie z poprzednia suka), ze majac starego psa, trzeba bylo kupic sobie nowego "na zakladke"(sic!). Potem reszty dopelnil sam wizerunek Pani (zobaczylismy ja na wystawie).
Poza tym z kimkolwiek nie rozmawialismy, kto mial jakikolwiek kontakt z nia, wrazenia byly idealnie zbiezne. Nie bede sie z reszta rozpisywac na ten temat, bo wiadomo ....
Rozumiem teraz e-mail, ze "to nie ten poziom". Powtarzam tu pytanie, jakim cudem ten babsztyl jest w ogole uznawany w swiecie hodowlanym? Przygladalam sie zdjeciom psow z X i wygladaja one raczej jak Bull Terriery albo Argentine Dogo, szczegolnie z pyska. Ich budowa tez jest troche dziwna, jakas taka mastifowa; jakby przyciezkie, tylne nogi za dlugie w porownaniu do przednich. A wiec tez pytam: jakim cudem zdobywaja one nagrody na wystawach, czy ci sedziowie sa slepi, czy babsztyl daje lapowy? (czy to mozliwe?)
Mi sie po prostu wlosy na glowie zjezyly po przeczytaniu tej historii. W Ameryce i Kanadzie to nie jest dopuszczalne, zeby rozmnazac psy, ktore nie maja swiadectwa dysplasia-free. Same za siebie mowia reguly Code of Ethics, do ktorego stosuje sie RR Club of USA
Kod Etyczny mozna zlamac i nikt nawet o tym nie bedzie wiedzial. Lekarzy mozna przekupic. Walka o tytul Register of Merits (ROM), o punkty wystawowe trwa - handlerzy kroluja, psy sa czesto traktowane jak rzecz, przekazywana z rak do rak, spedzajaca tygodnie w podrozy. Nie wierze, aby takie dzialanie do konca byly uczciwe, choc nalezaloby zadac sobie retoryczne pytanie, gdzie lezy granica ludzkiej uczciwoscie wzgledem wystawianych przez nich psow. W tym wlasnie tkwi problem, a on siedzi w nas samych. Tylu ludzi usiluje znalezc potwierdzenie dla swego wlasnego ego poprzez swego wlasnego psa!
Przeczytalam historie i musze powiedziec , ze jestem wstrzasnieta....
Ja rowniez!
...Szukajac psiaka tez zostalam skierowana do X . Ja szukalam psa niewystawowego i jak przez telefon uslyszalam od pani , ze ona ma zawsze tylko i wylacznie( w przeciwienstwie do innych hodowców) psy najlepsze,najzdrowsze i wystawowe to zrezygnowalam .
Jak to sie ma do tego co teraz czytam? Czy takich przypadków nieetycznego zachowania hodowcy nie powinno sie zglaszac do ZK? Czy naprawde ta pani ma takie wplywy ,ze nic sie nie da zrobic?
Gratuluje sobie, ze nie wzielam szczeniaka z tej hodowli: namierzalam sie, a jakze: no bo przeciez Interchampionka, suka najlepsza ze wszystkich na swiecie, super charakter - tak wynikalo z przeczytanych artykulow w psich pismach. Nie wzielam glownie dlatego, ze glowy psow z X mi sie nie podobaly - takie za bardzo bulterierowate (a wyraz pyska jest przeciez bardzo istotny).
Dlatego nie chcialabym, zeby kiedys znalazla sie na naszej liscie dyskusyjnej. Sorry, ale nie jestem spragniona dalszych kontaktow z ta pania.
Nie dziwie Ci sie, mozna sobie tylko wyobrazic ile przezylas w zwiazku z chorobami psa. Ale moze przydaloby sie zeby X wiedziala jakie zdanie na jej temat ma wieksze grono osob. Czy nie mozna sie na nia grupowo formalnie poskarzyc do Polskiego Zwiazku Kynologicznego? (chyba cos takiego jeszcze istnieje?), napisac do niej jakis grupowy list, zaczac rozdawac na wystawach ulotki dotyczace etycznych hodowli, czy cos w tym stylu? Przeciez musi sie znalezc na babsztyla jakies lekarstwo.
Ja tez jestem tym wszystkim przerazona. Brak mi slow. Chyba wszyscy popieramy Twoj pomysl, trzeba robic co sie tylko da.
No wlasnie, ja tez jestem wstrzasnieta i tez uwazam, ze to nalezy to rozdmuchac jak tylko sie da i nie czekac, bo przeciez takich psow bedzie coraz wiecej, i takich zrozpaczonych wlascicieli - bankrutow. jestem pewna, ze odpowiednia "akcja" przynioslaby skutek - przynajmniej taki, ze wiele ludzi daloby sobie spokoj z zamiarem kupienia psa w tej hodowli, a wiadomo ze takie rzeczy roznosza sie tez poczta pantoflowa.
Ja jestem jedna z tych "nieuswiadomionych", nie mam pojecia o co chodzi, ale wywnioskowalam jedno: chyba dobrze zrobilam, ze zrezygnowalam z kupienia szczeniaka w X... bo zastanawialam sie nad tym.
To byla sluszna decyzja.
Ciesze sie ze zrezygnowalas, pomysl sobie co ktos inny przechodzi... na to w ogole brakuje slow.
Oferowano mi tam calkiem podrosniete juz pieski, bo kilkunastotygodniowe. Bylo ich bodajze szesc, czyli caly albo prawie caly miot i najwyrazniej nie bylo na nie chetnych...
Czy to byl powod Twojej rezygnacji ze szczeniecia?
Nie, oczywiscie, ze nie. Zniechecila mnie do tego juz rozmowa telefoniczna z
wlascicielka hodowli. Nie moge powiedziec, zebym zostala potraktowana w mily
sposob. Do tego stopnia, ze tych szczeniakow nawet nie pojechalam obejrzec.
Chociaz byly niedaleko, wolalam jechac po swojego wymarzonego pieska gdzie indziej.
Szczerze mowiac uwazam, ze rasie rhodesian ridgeback W Polsce nie mogloby chyba zdarzyc sie nic lepszego, niz to, ze tego pokroju hodowla zaprzestanie kiedys swojej corocznej produkcji szczeniat, bo po prostu nie bedzie popytu na jej "wybrakowany towar".
Ja na co dzien borykam sie z problemami zdrowotnymi mojego psa z X. Od niedawna mamy podejrzenie kolejnej dziedzicznej choroby. Byc moze biedactwo ma jeszcze entropium. Pies ma chroniczne i oporne na wszelkie terapie zapalenia spojowek, ktore trwaja (z malymi przerwami) od piatego miesiaca jego zycia. Jade z nim niedlugo do Warszawy do lekarza, ktory specjalizuje sie w chorobach oczu.
Zycie mojego psa sklada sie glownie z cierpienia i dyskomfortu. Dlaczego? Co ten zwierzak zrobil, ze musi wiesc taka egzystencje? Po prostu zostal wyhodowany przez ludzi, ktorzy maja zero pojecia o hodowli. Hodowla to nie tylko wystawy, puszenie sie tytulami i medalami. Gdzie w tym wszystkim jest dobro psa / psow?
Czy kryjac nieprzebadana suke-matke nieprzebadanym psem-synem nie nalezalo zastanowic sie, ze w ten sposob drastycznie zaweza sie genetyczny pool rasy w kraju i zwieksza ryzyko wystapienia chorob dziedzicznych?
Bezmyslnemu rozmnazaczowi te pytania sa obojetne, hodowcy z prawdziwego zdarzenia - nie. Tylko dlaczego ZK w Polsce promuje takich wlasnie rozmnazaczy? Podobno Zwiazek Kynologiczny w Warszawie kieruje wszystkich interesentow prosto do "najlepszej hodowli RR w Polsce" - X.
Osoba naiwna i nieuswiadomiona, taka, jaka ja bylam kupujac mojego psa, naprawde nie ma sie do kogo zwrocic po rzetelna i obiektywna porade. Pozostaje poczta pantoflowa. Ale chyba nie tak powinno sie to odbywac.
Az sie poplakalam, kiedy przeczytalam to wszystko.
Ja mam w tej sprawie najmniej do powiedzenia, ale uwazam, ze ten tekst musi
sie pojawic na stronie. I tak jest delikatny, tej kobiecie nalezy sie cos
znacznie gorszego.
Mam nadzieje, ze dzieki temu przynajmniej niektorzy przyszli wlasciciele RR
ustrzega sie hodowli X i bezwzglednej pani hodowczyni.
Sluchajcie!
Przezylam szok czytajac wasze maile na temat hodowli X. Nie dlatego, by byly
tak okrutne i bezpodstawne, ale dlatego, ze nie zdawalam sobie sprawy, ze
hodowca moze byc tak okrutny i tak prozny. Jestem kolejna osoba, ktora
uniknela tej Pani i pieskow od niej z powodu juz wymienionego: arogancka,
niesympatyczna, z naburuszona mina (zagadnelam ja w tym roku w Lesznie na
wystawie Championow). I wiecie co? Gdy zobaczylismy tego jej
Championa z big-czaszka to w oczach nam lzy stanely, ze tak ma wygladac nasz
wysniony RR. Bylismy o krok od rezygnacji z rodezjana. Do zycia powrocila
nas dopiero rozmowa z hodowczynia naszego juz obecnego RR i wyjasnienia
(bardzo wywazone) dot. hodowli X, ktore daly nam duzo do myslenia. Od tego
czasu byla cisza i nie zaprzatalismy sobie wiecej glowy ani ta Pania, ani
jej szczeniakami-kolosami.
Temat powrocil na wystawie. Nasz RR zostal zgloszony w
klasie szczeniat, w klasie mlodziezowej startowal jeden pies,a w otwartej-
suka z hodowli X.
Podnieceni, jeszcze przed prezentacja stalismy przy ringu chcac nawiazac
rozmowe z juz obecnymi tam wlascicielami suki X. Zrezygnowalismy jednak, gdy
zobaczylismy pioruny w oczach tych ludzi! po polgodzinnych podchodach jednak
udalo sie nam to. I bardzo szybko pozalowalismy swej otwartosci na nowe
kontakty. Ale ile sie dowiedzielismy o RR! Ile peanow sie nasluchalismy na
czesc Pani X. Przy okazji dowiedzielismy sie, ze hodowla, z ktorej jest nasz
piesek jest najgorsza(milo, co!). Ich sunia jest naj!naj!naj! Hodowczyni
naj!naj!naj! Reszta rodezjanow w Polsce, a juz zwlaszcza te ohydy z
finskich linii sa BLE!Aha, a pieski z hod. X sa okazami zdrowia. Ten facet
(nie omieszkal dodac, ze jest lekarzem) wierzyl w to co mowi, naprawde. Az mi
bylo go zal. Ale krotko.
Sedzia powiedzial do wlasciciela suki z linii X, ze
podejrzewa u niej dysplazje i zalecil mu zrobienie odpowiednich badan. I co
WY na to? Ja zglupialam... a moze nie? Moze cieszylam sie, ze facet ma za
swoje. Tylko, co winny temu wszystkiemu jest jego pies?
Pozdrawiam goraco! Czytajac twego maila plakalam- naprawde.
Jestes bardzo dzielna!
Mysle sobie, ze sprawa Pani X powinna czym predzej wyjsc na swiatlo dzienne-
ta baba wyrzadza rasie same szkody i to nie tylko rasie, a przede wszystkim
pojedynczym psiakom skazujac je na cierpienia.
Dziekuje Wam za sympatyczne i wspolczujace slowa po moim liscie.
Przez pierwsze dwa lata moje mysli krazyly glownie wokol tego jak pomoc psu, co zrobic, zeby go uwolonic od cierpienia. Dopiero teraz, niedawno, przyszla refleksja, dlaczego musialo mnie to spotkac, jakie bledy popelnilam ja sama, lub hodowca, i jakie konsekwencje nalezy z tego wyciagnac. Doszlam do wniosku, ze poprosze hodowce o zwrot 50% ceny szczeniaka. Bylby to dla mnie gest symboliczny - przejecie przez nia jakiesc czesci odpowiedzialnosci za produkty swojej hodowli. Gdyby zwrocila mi te pieniadze, bylby to dla mnie znak, ze zastanowila sie nad cala sprawa, cos sobie przemyslala. Ze moze przebada swoje psy hodowlane. Sama zreszta nie wiem - moze jestem niepoprawna idealistka. Nie chodzilo mi o pieniadze, lecz o jakis symbol.
Jako reakcje na moja listowna prosbe (utrzymana w uprzejmym i rzeczowym tonie) dostalam arogancki list od niej, w ktorym po raz kolejny powtarzala swoja teorie o mojej winie i o tym, ze ona nie poczuwa sie do zadnej odpowiedzialnosci. Cynicznie pouczyla mnie, ze w swietle polskich przepisow moglam sie ubiegac o zwrot pieniadzy w ciagu roku od kupna psa, ale teraz jest juz za pozno i ona nie ma zamiaru placic.
Rano, gdy wstaje i widze przygaszone, zaropiale oczy mojego biednego psa, otuchy dodaje mi mala, ktora (odpukac) rozwija sie doskonale, jest zdrowa i w swietnej formie. On na pewno byl nam pisany, (a my jemu). Nasza wiez z tym psem jest niesamowicie silna, jest ukochanym czlonkiem rodziny i oczywiscie dla nas najpiekniejszym i najmilszym psem pod sloncem.
wskakuj na górę