Z przyjemnoscia dowiem się czy tylko mój jest tak niesfornym szczeniakiem, czy
one wszystkie są takie :)
Moj Denar, ktory wkrotce skonczy 10 mies jest rowniez niesforny.
Bardzo intensywnie pracujemy wszyscy w rodzinie, zeby to zmienic, ale jak
narazie ze slabym wynikiem.... I jest bardzo nieuwazny: potrafi znokautowac
pyskiem moja 5 - letnia coreczke...(nie, nie ma w nim ani troche agresjii,
po prostu zywiolowo sie cieszy...). Mam nadzieje, ze nabedzie troche rozwagi
i powagi z wiekiem....
Wracajac do poczatkow Bagiego.
Mysle nad klopotami jakie sprawial, ale tak w sumie nic nie przychodzi mi do
glowy. Nic takiego, czego nie robilyby inne szczeniaki. Nie obgryzal mebli,
ani poscieli czy cos w tym rodzaju. Jedynym powazne zniszczeniem jakiego
dokonal bylo sprucie dywanu. To w sumie bylo przez moja nieuwage. Uczylam go
zostawac samemu w pokoju. No i rzeczywiscie siedzial grzecznie, ale po 20
minutach nie bylo 1/3 dywanu. W sumie jednak wyszlo to na dobre, bo dywan i
tak trzeba bylo zmienic, a Bagi tylko to przyspieszyl :-).
Z rodezjanami bywa roznie, zapewne tez ze wzgledu na odmienne osobowosci,
ale najczesciej jest wlasnie niesfornie, ciekawsko, odwaznie i ruchliwie.
Pasi byl nieco inny - nie rozrabial zbytnio i do tej pory nie robi tego, z
czego wiekszosc rodazjanow "slynie", jak chocby przegladanie blatow czy
otwieranie szafek (tudziez lodowki) w poszukiwaniu jedzenia. Choc jest
szalenie pojetny, nie zadal sobie jeszcze trudu nauczenia sie uzywania
klamki. On po prostu jest LENIWY!
Simba w zasadzie od początku nie sprawiał nam problemów wychowawczych. I
taki pozostaje. No, może poza jedną przegraną przez nas kwestią: śpimy
wszyscy razem. Nie chodziliśmy do żadnej szkoły, ale prawdopodobnie jego
charakter i nasza konsekwencja nie w uczeniu czegokolwiek specjalnego, ale w
komunikowaniu oczekiwań doprowadziły do pełnego "ułożenia" psa. Ja na
spacerach używam od zawsze tylko "wirtualnej" smyczy. Razem stajemy przed
jezdnią, a kiedy spostrzeżemy np. innego psa to wspólnie "uzgadniamy", czy
biegniemy się przywitać, czy "nie zaczepiamy". Na ogół przed rozstajem
ścieżek ja podpowiadam czy idziemy w prawo, lewo, czy prosto, ale jeśli
Simba ma (sporadycznie) odmienne zdanie, jest w stanie jednoznacznie mi je
przekazać i jeśli nic nie stoi na przeszkodzie,uwzględniamy i jego
preferencje. Ostatecznie to jest przecież jego spacer. W domu niczego w
zasadzie nie zniszczył i - poza łóżkiem do spania - wie, że nie wolno mu
wchodzić np. na fotele w salonie. Klamek nie otwiera, bo nie musi. Jak chce
iść do sypialni to staje przed jej drzwiami, prosi i ma otwierane.
Tylko pozazdroscic! Kompletne przeciwienstwo Denara!
Wirtualna smycz dla Bagiego? To nie byłby dobry pomysł, wśród ludzi.
Bagi kocha cały świat i daje to wszystkim i wszystkiemu do zrozumienia.
Dlatego bardzo lubimy chodzić na spacery w mało oblegane przez ludzi miejsca.
A przy okazji, jak reagują na wasze psiaki obcy ludzie? Niektórzy mojego
widzieliby jedynie na smyczy i w kagańcu. Jeszcze czego?!
Czy moglbys podac przyklady tego typu "komunikowania oczekiwan"? Mysle, ze
kazdy z nas na tym skorzysta, sama jestem bardzo ciekawa.
Przyznam, ze w wielu sytuacjach nie odwazylabym sie.(uzywac wirtualnej smyczy - przyp.)
Instynkt psa bywa zbyt silny, a jego reakcje czasem trudne do przewidzenia. Duzo rodezjanow w
bardzo doswiadczonych rodezjanowo (i tych niedoswiadczonych) rekach zginelo
pod kolami samochodu.
Kiedy widzialam Simbe rok temu, mial spokojny, zrownowazony ale i ulegly
charakter. Nie dziwi mnie to, co piszesz, jak rowniez jestem pelna podziwu
dla Waszej umiejetnosci komunikowania sie.
... przyklady "komunikowania oczekiwan" - np. wszystkie 2 osoby, ktore
wychodzily i w 99% przypadkow wychodza z Simba na spacer maja odruch
zatrzymania sie przed kazdym kraweznikiem. Niezaleznie od tego czy jest to
martwa alejka osiedlowa czy ulica, po ktorej faktrycznie jezdza auta. I taka
komunikacja prawie od poczatku byla przez Simbe rozumiana. Jesli szlismy
razem to i stawalismy razem. Przystanek przed kraweznikiem jest elementem
normalnego zachowania sie. Od dawna nie musze mowic Simbie (choc najczesciej
to robie - kosztuje nic, a utrwala przeciez cenny nawyk) stoj przed ganica
chodni/jezdnia. On staje sam. Chocby po drugiej stronie uliczki w odleglosci
3 metrow byl inny pies, albo ulubiona sunka z sasiedztwa. Simba staje i
czeka, az mu powiem "idziemy". I dopiero idziemy.
Inne oczekiwania komunikowalismy tonem glosu, pochwala itp. Nigdy
smakolykami. Po prostu nie byly potrzebne.
A jak uzgadniamy czy pobiegniemy do innego pieska. Po prostu mowie Simbie,
albo "nie zaczepiaj", albo "biegnij do pieska" - w zaleznosci od tego z kim
mozemy miec do czynienia i w zaleznosci od tego czy wlasciciel drugiego psa
chce uniknac za wszelka cene kontaktu zwierzat, czy widac, ze jest nan
raczej otwarty. Jesli Simba dobiegnie do innego psa i jest to suczka -
najczesciej zaczyna sie przemila zabawa. Jesli to jest pies to albo est
troche zabawy, albo niestety napinamy miesnie i sztywniejemy w sposob
charaklterystyczny chyba dla wszystkich rodezjanow. Ale nigdy nie atakuje. I
zawsze w takiej sytuacji moge go odwolac, nawet ze sporej odleglosci.
Saba podróz zniosla wspaniale. Nie chciala zejsc z moich kolan pierwszego dnia.
Na promie tez lezala na kolanach i z filozoficznym spokojem znosila zachwyty
finczyków. Drugieg dnia podrózy przeniosla sie na tylne siedzenie samochodu
wsadzajac pysk w mój plecak. Juz obawialam sie ze dostalam wyjatkowo
spokojna suczke, gdy podczas przystanków w lesie okazalo sie ze to wulkan
energii.
Gdy przyjechalismy do domu mala bardzo sie bala, tzesla sie ze strach i nie
chciala wejsc. 2 godziny glaskania i oprowadzania poprawily troche sytuacje.
I tu popelnilismy pierwszy blad. Mala byla tak przestraszone ze wzielismy ja
na noc do lózka. I tak juz zostalo. Nie sposób jeje oduczyc, na dodatek mam
teraz w poscieli pelno piachu.
Reaguje juz na SIAD, ale poza tym gryzie jak oszalala, drapie i nie
opuszcza mnie na krok. Wojtka ignoruje calkowicie. Jest tak zajmujaca ze nie
mam chwili czasu. Jesli przez dwie minutu zajme sie czyms innym (sniadaniem,
ubieraniem, zmywaniem itp) juz ciagnie za spodnie, wskakuje i chce sie
bawic. Po trzech dniach padam ze zmeczenia. Czasem budzi sie w srodku nocy z
ochota do harców.
Teraz mam urlop wiec rzadziej zagladam na liste, ale moze macie jakies
pomysly jak ja opanowac?
No i masz teraz przytulanke na wiele lat.
Teraz jest malutkim misiaczkiem, ale urosnie i zajmie o wiele wiecej
miejsca. Pomyslcie o duzym lozku (my kupilismy 1.8x2 m). Znam to z autopsji.
Do piasku przyzwyczaisz sie. Do czestego zmieniania poscieli tez. Przy
cieczce trzeba bardziej sie zabezpieczac.
Na pocieche (chyba juz o tym pisalam na naszej Liscie) moge Ci powiedziec,
ze sasiedzi sypiaja w lozku z rottim i nie narzekaja.
Nie ulegaj jej "namowom" do zabawy. Baw sie wtedy, kiedy Ty masz na to
ochote. Jest to teraz b.trudne, ale sproboj. Bedzie rozpacz, ale wyjdzie to
Sabie na dobre. Jak sie zorientowalas, program dnia suczki jest wciaz taki
sam: zabawa, siusianie, spanie, siusianie tudziez kupczenie, zabawa. W
miedzyczasie posilki, po nich zabawa, siusianie ..... itd. Niestety trzeba
to przejsc. To zupelnie tak, jak z dzieckiem- niemowlakiem. Jest to bardzo
meczace i absorbujace, ale ile potem wspomnien i radosci. Poza tym masz
swietne pole do popisu jako wychowawca. Zaczynasz wszystko od poczatku,
zadnych utrwalonych nawykow.
A tak w ogole, to na pewno wiesz ze kiedy pojawia sie pies(a szczegolnie
szczenie) w domu, to wszystko zmienia sie o 180 stopni.
I o to przeciez chodzi. Tego na prawde chcemy.
Jezeli chcecie ja oduczyc, nie powinno byc problemu. Tylko nie ulegajcie
blagalnemu spojrzeniu!!!
Z Safiri bylo podobnie. Uwielbiala sofe i nawet, niekoniecznie szykujac sie
do spania, wskakiwala z rozkosza i z rozpedem. Tego typu "cwiczenia" nie sa
dobre dla stawow zadnego szczeniecia duzej rasy w zwiazku z czym zaczelam ja
uczyc komendy "zejdz", jednoczesnie wystawiajac palec wskazujacy w dol
(odruchowo, tak jak sie kogos gdzies kieruje). Oczywiscie Safiri nie miala
pojecia, o co chodzi, wiec ja zdjelam z sofy wraz z komenda i od razu
pochwalilam za wspaniale osiagniecie. Zrozumiala blyskawicznie. Trzeba
jednakze pilnowac samowolnego wskakiwania psa na lozko, obojetnie w jakim
celu, i od razu go "zdjac" z marsem na czole i z odpowiednim, niezadowolonym tonem.
Pies musi nauczyc sie dyscypliny. Swiat nie kreci sie wokol
niego, poza tym jestes jego przewodnikiem stada. Warkniesz i ma byc spokoj.
Z ta roznica, ze Ty bedziesz warczec "po ludzku", a pies rozumie po swojemu.
W zwiazku z czym trzeba go nauczyc rozumienia Twojego warkniecia. Cierpliwie
i powoli. Skuteczna komenda jest "nie" w polaczeniu ze zlym humorem typu
"jestes okropna, nie chce z toba rozmawiac". Jezeli mala skacze, odpychaj ja
z ta sama komenda, jezeli lapie zebami, "fe" tez sie przyda dla wywalenia
rzeczy z pyska.
Jezeli chodzi o gryzienie - malej najprawdopodobniej sie nudzi, albo jest
ciagle dosc przestraszona. Jezeli gryzie i wypluwa, mozecie jej zrobic
zabawke w postaci napchania skakolykow do plastikowej butelki, ktora ma
kilka dziur przez ktore owe kawaleczki wypadaja, gdy sie nia poruszy (troche
mocniej, niezbyt latwo). Jezeli natomiast mala to glodomor i pozera
wszystko, warto jej kupic cos, co sie nazywa "buster cube", czyli kostka z
otworem, z ktorego wypadaja ziarenka karmy badz czegos innego, cokolwiek sie
tam umiesci. Poza tym cwiczcie z nia na spacerach badz w ogrodzie. Cwiczcie
jakakolwiek komende, byleby za bardzo nie odciazala stawow, i cwiczcie to z
wielka miloscia i wielka nagroda. Jakby Saba zdobyla mistrzostwo swiata.
Wyglada na to, ze jest dosc wrazliwa, ale na pewno stanie na nogi, nie martw
sie.
Kiedy Safiri zsikala sie pod siebie, bo zagrzmialo podczas burzy, a potem
chowala sie za mnie, gdziekolwiek bym nie byla albo wskakiwala mi na kolana,
troche mnie to przerazilo. Pasi nigdy taki nie byl i ze stoickim spokojem
znosil wszelkie halasy. Pomoglo cierpliwe uspokajanie malej podczas kilku
takich przygod. Ostatnia burze Safiri przelezala sobie wygodnie na balkonie
(sama!) i ani drgnela! Poza tym postanowilam duzo halasowac w domu, zeby
mala zrozumiala, ze nagly huk nic jej nie zrobi. Uderzalam piescia od
niechcenia w szafki kuchenne, sciany, tluklam sie garnkami, itd, "nie
zwracajac" uwagi na psa. I przestala sie bac!!! Teraz moze Safira laskawie
podniesie glowe, gdy uslyszy obok mlot pneumatyczny!
Byc moze wielu z Was bedzie mialo odmienne zdanie na ten temat, ale
uwazam, ze rodezjan jest na tyle blyskotliwy, ze potrafi doskonale skojarzyc
sytuacje, duzo lepiej niz widzimy ja z naszej strony. U nas w domu sa
rzeczy, ktorych psom robic nie wolno, badz nie wolno robic samowolnie a
jedynie za przyzwoleniem. Ktos mi zwrocil uwage, ze nie jestem konsekwentna,
bo raz pies moze lezec ze mna w lozku, a raz nie. Tymczasem jest to
dokladnie przemyslane dzialanie, a zachowanie moich czworonogow utwierdza
mnie w jego slusznosci. Do czego zmierzam: rodezjan szybko pojmie, czego
robic mu nie wolno, ale co powinien zrobic, zeby w efekcie moc zrobic rzeczy
zabronione. Moim zdaniem to dwie odmienne akcje i zdaniem psow rowniez, wiec
doskonale je rozgraniczaja. Mam swoje powody, dla ktorych nie pozwalam
samowolnie wskakiwac na sofe, one maja swoje powody, dla ktorych czasem na
sofe chca wejsc. Dzieki temu "pytaja", po prostu stajac przy sofie i patrzac
na mnie (z reguly wtedy im pozwalam) i dzieki temu "dzikus", czyli Safirka
nie wskakuje na sofe z rozpedu po spacerze w deszczu (moja sofa jest BEZOWA
i do tego TKANINOWA - co na nia spadnie, bedzie trwalo po wieki!). Sumujac:
psiaka mozna wszystkiego nauczyc, jezeli sie jest konsekwentnym i klarownym,
a klarownosc dotyczy rowniez "zagniewania" i radosci. Nie poddawajcie sie,
wszystko bedzie dobrze!
Duzo z nia pracuj i baw sie. Reaguj czesto, staraj sie te same reakcje
powtarzac w ten sam sposob. Przykladowo: "fe" czy "nie" krotkie i stanowcze,
przy zabawie jakims kijkiem czy pilka wesolo: "co tam masz?", itp. Moj maz i
dzieci robia zasadniczy blad w postaci wypowiadania jakichs zyczen w
niewlasciwy sposob. Pies ich nie rozumie. Moim zdaniem podzial na tony i barwy glosu jest bardzo wazny i fantastycznie
polepsza komunikacje z psem. A jezeli jest w tym nieco wiecej zaangazowania,
mimiki, akcji ciala, z czasem wystarczy samo spojrzenie i pies wie. A to
tworzy niesamowita wiez. Nie mowiac juz o tym, ze moze wielokrotnie odmienic
bieg zdarzen, uratowac psa, pomoc mu, zmniejszyc stres, czy tez po prostu
pozwolic siebie zrozumiec.
Hekima do Polski przylecial w marcu. Byl bardzo
dzielnym pasazerem samolotu. Przy starcie bardzo plakal/pocieszala
go stewardesa/potem pozwolono mi usiasc obok niego, otworzylam
transporterek w ktorym lecial, a on polozyl lepek na moich kolanach i
tak spal do konca lotu. Nie obudzil sie nawet przy ladowaniu. Do tej
pory lubi taka pozycje przy usypianiu, a nie jest juz takim
szczeniaczkiem.
Mamy tez kotke Pusie, ktora przygarnelismy z przytuliska dla kotkow.
Troche czasu uplynelo zanim Pusia sie zaprzyjaznila z Hekima. Byla
bardzo zazdrosna. Teraz pije wode z jego miski, a Hekima pozwala jej
na to.Pusia czasami wrecz uwodzi Hekime, a on wylizuje ja cala.
Mamy tez konia Shahilla, araba pol krwi, na ktorym moj maz w zeszlym
roku wygral rajd na 40 km. Hekima usiluje bawic sie z nim jak z psem,
wiec musimy bardzo uwazac/ na konia oczywiscie/ To juz cala nasza
zwierzeca rodzinka / ewentualne pchly pomijamy/.
Jakiś czas temu Saba zrobiła nam niespodziankę i stała się Bardzo Grzecznym
Psem. Na spacerach zaczepiali nas inni właściciele z zachwytm jak dobrze
ułożony piesek. Przybiegała na każde wezwanie, nawet w trakcie zabawy z innym
psem. Wystarczyło powiedzić komendę tylko raz.
Kilka dni temu zafundowała nam następną niespodziankę - przestała się słuchać
zupełnie. Na spacerze mogę ją wołać do upojenia, wyrzucam ją z łóżka siłą, bo
zwykłe zejdź nic nie daje. Mała olewa nas całkowicie, a czasem w jej spojrzeniu
mogę wyczytać wyraźne SPADAJ.
Zapewne testuje nas, na ile może sobie pozwolić z nieposłuszeństwem, czy teraz
konieczna jest tak zwana "silna ręka" i absolutna konsekwencja w wymaganiu
wypełnienia komendy? Czasem tracę cierpliwość gdy widzę że niski głos i srogi
mars na miom czole nie ruszają jej zupełnie i zdarzy mi się na nią nakrzyczeć.
Czy nie zniechęci jej to do mnie? Nie chcę przesadzić w żadną strone - nie dać
sobie wejść na głowę ale i nie być za sroga. Czasem to bardzo trudne, gdy nie
mam powodu aby jeą pochwalić i ciągle muszę okazywać swoje niezadowolenie
Saba wyrosla juz z okresu szczeniectwa, gdzie rodzice sa absolutem. To
normalny etap. Ja bym Ci radzila absolutna konsekwencje w postepowaniu:
jesli cos jej powiesz, zeby zrobila - musisz do tego doprowadzic , nie
odpuszczaj nigdy. Natomiast nie rozumiem czemu "musisz okazywac
niezadowolenie", co rozumiesz przez "silna reke"? Mysle, ze z rodezjanem
niewiele da sie zrobic na sile..... Mozesz nie chwalic jak cos nie tak,
natomiast gduy w koncu komende wykona, okazac ogromne zadowolenie
(+smakolyk). Bedzie lepiej, jesli popracujesz nad tym teraz, jesli odpuscisz
uzna, ze moze robic co chce - wykorzenic bedzie o wiele trudniej.
wskakuj na górę