No nie jest on niestety ostatnio idealem, jezeli
chodzi o zachowanie. Stal sie okropnym zlodziejaszkiem
po wizycie naszych znajomych z USA, ktorzy karmili go
ze stolu. Ostatnio ukradl spory kawal rolady z
kurczaka (zajelo mu to 5 sekund) i dwie paczki delicji
(moze 3 sekundy razem ze ich zjedzeniem). Nie wspomne
juz moich okularow, ktorych na szczescie nie
zniszczyl. Wskakuje lapami na blat w kuchni i sciaga
co sie da. Za kare zamykamy go w klatce i jestesmy
bardzo obrazeni; ale moze macie jakies inne pomysly co
do kar?
No, to teraz ja zajme glos w dyskusji o zlodziejstwie, przestepstwach, karach
itp. Dla Epirka temat kradziezy jest w ogole nie znany. NIGDY nie przyszlo mu
do glowy, by poczestowac sie czymkolwiek ze stolu, a musze dodac, ze stolik w
duzym pokoju siega mu do polowy nog... czyli wszystko ma jak na dloni. Mysle,
ze jego zachowanie jest po czesci nasza zasluga, gdyz w wieku szczeniecym
prawie nie spuszczalismy go z oka nie dajac mu szansy na jakiekolwiek
"zlodziejstwo". Nigdy tez nie czestowalismy go CZYMKOLWIEK podczas naszych
posilkow, wiec ogolnie mowiac nie przychodzi mu do glowy, ze stol to cos
atrakcyjnego. Gdy my siadamy do jedzenia Epir ostentacyjnie idzie spac. Raz
tylko jako szczeniak splatal nam numer- podczas sniadania przyszedl do nas do
stolu (do kuchni), ale nie po to, by zebrac, ale by zaprosic nas do zabawy,
znoszac swoje zabawki. Moje zachowanie bylo dosc (moze zbyt?) ostre, wyprosilam
go wyraznym glosem. Epir w odwecie zjadl oparcie fotela w duzym pokoju. No coz,
gdy zobaczylismy szkode wiedzielismy od razu kto zawinil... bynajmniej nie Ep!
A ze bylismy przed remontem, to zbytnio nie ubolewalismy nad strata :))))
Asiu, pytasz sie o kary...
Mysle jednak, ze karami nie rozwiazesz tego problemu. By psa dobrze wychowac
nalezy nie dopuszczac do zachowan nieporzadanych... tak jest najprosciej (jak w
przypadku Epirka!). Ale co robic, gdy juz sie ta "przykrosc" zdarzy??? Janek
podal swietna metode- nalezy czychac na psa z pistoletem na wode i gdy ten
wyraznie ZAMIERZA chapnac cos ze stolu po prostu go opsikac. Druga metoda jest
puszka pelna drobnych monet (halasuje okrutnie) zaklejona u gory. Obwiazujesz
ja sznureczkiem (niezbyt dlugim), drugi koniec sznurka przywiazujesz do obiektu
pozadania psa lezacego na stole, krzesle itp. Gdy pies go ruszy, puszka spada
wydajac okropny dzwiek, co powinno skutecznie zniechecic psa. Kilkakronte takie
doswiadczenie powinno podzialac na psa zniechecajaco. Te puszke mozesz uzywac w
innych sytuacjach, gdy pies np. cos broi. Ale nigdy, gdy juz jest po..., psa
trzeba zlapac na goracym uczynku (jesli juz) . W przeciwnym razie... sama z
reszta chyba wiesz: pies nie zrozumie o co nam chodzi.
Nam w korygowaniu zachowan Epira swietnie sprawdzil sie pek kluczy rzucany mu
pod lub w okolice lap (np. gdy lial suczkowe aromaty. Nadal to robi, bo to
silniejsze od niego, ale sie kontroluje, gdy jestesmy przy nim). Zaznaczyc
musze, ze Epir NIGDY nie zostal przez nas uderzony, choc nieraz przyznaje, ze
korcilo mnie co niemiara... po prostu przyjelismy (mysle, ze sluszna zasade),
ze szczeniaka sie nie bije.
No tak, kiedy bylismy na PT z Bagim, pan od szkolenia tez mowil o tej
metodzie, ale ja mam kiepski celownik... jeszcze bym nie trafila w lapy :(
Asiu, przyszlo mi jeszcze cos waznego do glowy. Nie pozwalaj, by ktokolwiek
karmil Togusia jedzeniem ze stolu. W przeciwnym razie obawiam sie, ze Twoje
proby korygowania jego zachowania pojda na marne.
O karach za duzo nie wiem, ale jako dobra "prewencja" nam z Amanda
okazal sie zwykly dzieciency pistolet wodny.
Jak Amanda robila coz nie pozwolenego (morda na stole obok
miesa, ...), kilka kropli wody wystarczylo. Bierac pod uwage, jak sa
RR madre i jak kochaja wode, szybko sie uczyla.
Bagi traktowal ta metode jako wysmienita zabawe :)))
Być może będzie to niepopularne, co napiszę, ale na podstawie moich
obserwacji rodezjanów( niechaj się mylę) stwierdzam,że nie masz szans
na całkowite wyleczenie tego nawyku, a zdaniem Togo dobrej zabawy...
Z z tym sie zgodzic nie moge. Bagiemu zdarzylo sie raz w zyciu (a zyje juz
17 miesiecy na tym swiecie) przeprowadzic atak na stol. Wyszlam na moment do
drugiego pokoju a na lawie zostawilam swoj obiad. Kiedy wrocilam, Bagi z
zadowoleniem palaszowal moj obiad prosto z talerza (no i z lawy, na ktorej
zdazyla juz czesc obiadu wyladowac :)) Strasznie na niego wtedy wrzasnelam i
"wyprosilam" go z pokoju. Od tamtego czasu nic nie ruszy, chocby najsmakowitszy
kawalek mieska :) Przyznaje jednak, ze nie udalo mi sie pozbyc nawyku stania
przy nas w czasie obiadu. Niestety tak to jest, to ze ja przesrzegam zasady
niedokarmiania przy stole, nie znaczy ze reszta "domu" i znajomych tez. Na
szczescie (jezeli mozna mowic o szczesciu) Bagi przy tym stole nie jest zbyt
uciazliwy. Stoi w pewnej odleglosci i niemilosiernie sie slini.
Takze, ja bym nie rozkladala rak Joasiu, mysle, ze Togo zalapie, ze to co na
stole (lub w jakimkolwiek innym miejscu niz psia miska), to nie jest dla niego:)
...Nawet rewelacyjnie wychowany ojciec Rabango, Kobus, gdy Pani
Butsellar poczęstowała nas ciasteczkami, to sprytnie, niepostrzeżenie
skradł dwa ciastka. Wtedy postanowiłam sobie, że do tego nie
dopuszczę i co, wywalczyłam tylko tyle, że Rabango nie robi tego
jawnie i wie, że robi źle.
Mój Rabuś, też jest rabusiem, mogłabym przytoczyć tu mnóstwo historii
kradzieży z jego udziałem. Zasadniczo podzieliłabym jego kradzieże na
trzy typy:
-pierwszy, to "inspekcja sanitarna". Po każdym sutym, zdrowym posiłku
mój Rabuś ma dobry humor i apetyt na choćby kąsek ludzkiego jedzenia,
niekoniecznie świeżego, w tym celu zagląda do śmietnika. Choć w
takich momentach każdorazowo dostaje klapsa na tyłek, to ciągle tam
wraca!
-drugi, to sprawdzian jego sprytu i zręczności. Zawsze się zdarza
taka sytuacja, że nie zdążymy, bądź zapomnimy schować czegoś
apetycznego przed Rabusiem. Mamy go już rok, a ciągle nas zaskakuje
swoim sprytem i pamięcią, ciągle nie doceniamy jego możliwości!
-trzeci, to kradzież dla zabawy. Porywa coś, najczęściej są to
laczki, drobne części garderoby, gąbki, poduszki, maskotki; upewnia
się, że go widzimy i ucieka z tym. W tej zabawie chodzi o to,
aby "gonić króliczka". Czasem zdarza się, że porwane przez niego
rzeczy ucierpią, nie są do dalszego użytku, ale w zamian za to jest
pyszna zabawa!!
Droga Asiu, jedno jest pewne, że z wiekiem coraz rzadziej przychodzą
mu te złodziejstwa do głowy!
A propos kar: nie wiem, moze przegiecie, ale nie uzywam ani butelki z
woda ani grzechocacego pudelka, wystarcza nam moje "Nie", lub "Nie
rusz" powiedziane stanowczym (ale nie ostrym) glosem...
Mam nieprzyjemne doświadczenie z rzucaniem pod nogi brzęczącego
przedmiotu.
Na szkoleniu trener zaprezentował ten sposób wymuszenia posłuszeństwa
właśnie na Rabango. Mój piesek okropnie się zestresował, drżał i do
tej pory lęka się gdy słyszy taki dźwięk. Ja tego nie polecam, wystarczy
odpowiednia modulacja głosu, też działa, choć nie zawsze.
Dla mnie pozostał problem z zagladaniem do kosza na śmieci, choć
muszę przyznać, że zdarza sie to coraz rzadziej, może z tego
wyrośnie?!
Kiedyś ustawiałam na nim takie misterne pułapki, ale ta sprytna
bestia nigdy nie dała się na nie nabrać. Podkładałam w śmietniku i
ogrodzie smakołyki nafaszerowane chrzanem, musztardą, sambalem; na
nic-polubił te świństwa. W końcu zmieniłam kosz, na taki, z bardziej
skomplikowanym dostępem -rozpracował go! To są cwaniaki, ale kochane!
Wyglada na to, ze Togo kradnie podobnie jak Rabango.
Zawsze dziwi mnie to, ze wlasnie po zjedzeniu posilku
ma jeszcze ochote na jakas przekaske. Poza tym tak jak
pisalas, kradnie niektore rzeczy jedynie dla zartu, bo
uwielbia gdy wolam: "gonic" i rozpoczynamy gonitwe
dookola stolu lub kuchni.
Z Rabusiem nie jest tak źle, to jest dobrze wychowany pies, nie siada
z nami do stołu, nie miałczy podczas posiłków, nie mamy z tym
problemów, zna swoje miejsce! Rabango kradnie jedzenie z kuchni tylko
wówczas, gdy ma pewność, że nikt tego nie widzi. Najczęściej jest to
w fazie przygotowywania potrawy, jakieś mięsko, ciasto z kremem,
masełko, ale nie robi tego często, choć sposobności ma wiele.
Ta jego przywara nie jest specjalnie uciążliwa dla nas!
Janek pisal o sposobie z woda, ale probowalam go gdy
Togo byl mniejszy i nie skutkowalo; traktowal to jako
zabawe. Moze teraz by tego nie lubil...
Paulina i Tomek pisali o puszcze z monetami. Wlasnie
dzisiaj dzwonilam do pani, ktora cwiczy tutaj metoda
klikera i radzila mi ten sam sposob. Trzeba bedzie
sprobowac. My tez poczatkowo mielismy podobna, dobra
sytuacje, jak z Epirkiem, ale w naszej glupocie
posluchalismy ludzi, ktorym sie wydaje, ze wiedza
wszystko o psach. Mam na mysli moja kolezanke ze
Stanow, ktora byla bardzo zdziwiona, ze nie daje
Togusiowi pozostalosci z pieczonego indyka, "bo
tluszczyk jest dla niego dobry", itd. A wiec dalismy
mu ten tluszczyk i tak nasze baby nabralo ochoty na
ludzkie jedzenie. Potem jeszcze przysluzyli sie drudzy
znajomi ze Stanow (te Stany:))) karmiac go przy stole,
i Togo sie nam zmarnowal. Wciaz je ze smakiem suche,
ale gdy tylko zaczynamy cos jesc przy lawie, to siada
za naszymi plecami na sofie i skomle albo szczeka.
Pani od klikiera powiedziala mi, ze to nasza
odpowiedzialnosc zeby Togo nie mial mozliwosci
kradzenia, tzn. mamy chowac jedzenie a nie zostawiac
je w jego zasiegu. Ja bym jednak wolala, zeby wiedzial
ze mu tego nie wolno, nawet gdy jedzenie staloby po
jego nosem. Pomarzyc...
Hej, dlaczego zaraz pomarzyc?
Ja nauczylam Sabe w dwa dni, ze jak powiem NIE RUSZ, to za nic w swiecie nie
ruszy, nawet jesli lezy przed jej pyskiem.Trenowalam z frolikiem, z paróweczka i
róznymi innymi jej przysmakami.
Saba robi siad. Trzymam w wyciagnietej rece smakolyk i mówie nie rusz. Gdy
siega pyskiem, lekko podbijam pysk druga reka do góry. Na koniec mówie WEZ i
pozwalam jej zjesc + pochwala. Po paru treningach, gdy nie rusza z reki,
cwiczymy ze smakolykiem na podlodze.
Metoda ma jedna wade, Saba spodziewala sie ze zawsze po nie rusz bedzie wez i
nie chciala odejsc od smakolyka, ale po jakims czasie przyzwyczaila sie ze
nie zawsze.
Nie reaguje tylko w jednym przypadku - gdy na spacerze znajdzie konska kupe,
nie ma takiej komendy która by ja oderwala.
wskakuj na górę