Bagiemu na uchu (po wewnetrznej stronie) pojawilo sie.....hmmm.... takie cos.
Nie bardzo wiem jak to nazwac. Cos w rodzaju brodawki. Na poczatku byla to taka
mala "kulka", ale teraz troche sie powiekszylo i ma gdzies 7-8 mm srednicy. Nie
wydaje mi sie, zeby sprawialo mu to bol, ale ostatnio jak sie drapal troszeczke
ja rozdrapal. Na razie sie tym nie martwie, ale tak dla spokoju sumienia pytam,
bo mimo ze domyslam sie, ze ciezko wam ocenic co to moze byc tak na odleglosc,
to moze sie domyslacie. Nie wiem po prostu czy trzeba sie tego pozbyc, czy to
nic groznego.
Mysle, ze trzeba udac sie z tym do weta. Takich rzeczy lepiej nie
bagatelizowac. Nawet, jezeli nie jest to nic powaznego, moze sie takim stac,
gdy pies rozdrapie guzek i wda sie zakazenie. Kleszcze tez juz sie budza...
Bardzo mozliwe, ze trzeba bedzie guz usunac
Wspominalam wam o uszku (i tym czyms na nim) wiec
pomyslalam, ze powiem Wam tez czym "to" sie okazalo.
Wet powiedzial, ze to najzwyczajniejsza w swiecie
brodawka, nie zagraza zyciu, ani nic w tym rodzaju.
Jezeli chce, to on moze to usunac, ale nie ma takiej
potrzeby. No a ja mysle, ze sie jej pozbedziemy mimo
wszystko. Tak jak wspominala Gabi- moze sobie ja
naderwac albo cos, i po co maja byc potem problemy. A
po drugie jest bardzo szpetna ;-)
Nie wiem, czy to mozna zaaplikowac w takich okolicznosciach, ale moze
kriochirurgia - czyli wymrazanie?
Pisze do was z prosba na pomysl, bo ja mam ich coraz mniej. Kilka miesiecy temu
pisalam o problemie Bagiego z uchem, w zabawie pies mu szarpnal i mial
rozerwane. Tamto minelo dosc szybko, ale niestety Bagi bawi sie zawsze tak
zywiolowo, ze znowu pojawil sie podobny problem. Teraz rana jest troche
wieksza,i nie chce tak latwo sie zagoic. Jezdze z nim codziennie na laser,
przemywam Dermatisanem, ale wystarczy, ze raz czy dwa razy sie otrzepie a
dokola jest pelno krwi. Opatrunek na stale nie wchodzi w gre, a taki
zdejmowany, typu plaster po prostu sciaga. Od kilku dni chodzi z ponczocha na
glowie, ale to tez nie jest rewelacja, bo sie zsuwa z glowy. Poza tym sprawia,
ze Bagilla jest smutas :-( Juz mi brak jakichkolwiek pomyslow. Najgorsze, ze
wczoraj zauwazylam, ze druga koncowka ucha tez jest jakby peknieta, a nie mial
okazji do zabawy z jakimkolwiek psem. Nie wiem, moze gdy sie trzepal udezyl o
cos.
Gdyby ktos mial jakich pomysl, to bede wdzieczna.
Istnieja take "kolnierze" plastykowe (stosowane sa po wszystkich operacjach na
glowie). Moze to byc rozwiazanie na 1 czy 2 tygodnie.
Ja rowniez optowalabym za kolnierzem, przynajmniej na jakis czas, by rane
troche podgoic. Zaden pies nie jest szczesliwy i rozdaje blagalne
spojrzenia, gdy nosi cos krepujacego na lbie. Musicie to przebolec,
niestety.
To dosc czesta przypadlosc rodezjanowych uszu i co najgorsze, powracajaca co
pewien czas.
Jesli mowisz, ze opatrunek na stale nie wchodzi w gre, to bandaz elastyczny
zamiast ponczochy pewnie nie jest rozwiazaniem. Nie mam pomyslu, bo kolnierz
pewnie tez rozwazalas. Denar tez nie patrzy gdzie sie trzepie: wali tymi
uszami o sprzety. Dziwie sie, ze jak do tej pory nic sobie nie zrobil: ma
tylko wygryziony kawalek przez Guy'a.
Dzieki za rady, niestety kolnierz tez nie jest najlepszym rozwiazaniem, chodzi
o to, ze potrzebuje czegos, co sprawi, ze Bagisiowe uszy beda w jednym miejscu.
Ranki zaczynaja krwawic nawet wtedy, gdy uderzaja o glowe.
No trudno zostaniemy przy ponczosze, choc pomysl bandaza tez przetesujemy, moze
bedzie sie lepiej trzymal.
Na razie, sprobujemy zakonczyc ten cykl, ktory zaczelismy, ale rady i wskazowki
zapamietam na przyszly raz, z tego, co piszecie bedzie ten nastepny raz :-(
Lobo ma to samo i wet powiezial, ze jesli ma sie to do konca wygoic i nie
paprac to trzeba odwiniete ucho dwoma szwami przyszyc do glowy. Pies nie ma
wtedy mozliwosci drapac ani trzepac uchem.
Czy mnie oczy nie myla???? Matko, co za idiota!!! W jakiej madrej ksiazce on
wyczytal te rewelacje??? Zamierza przyszyc na zywca, czy moze przy uzyciu
anestezji???!!!
To ten madry pan nigdy nie widzial psa, drapiacego sie w rozne czesci
glowy??? Nigdy nie widzial szwow peknietych od wplywem wszelakich sil
wyzszych, chociazby trzepania glowa???
Brrrr!!!!!!
Moze to i jakies rozwiazanie, ale bym sie w zyciu
nie zdecydowala.Po drugie ciekawi mnie jak tylko dwoma
szwami mozna przyszyc ucho do glowy. Jestem prawie
pewna, ze szwy zostalyby zerwane, a skutek bylby
jeszcze gorszy.
Ja sie jeszcze nie zdecydowalam, uwazam, ze to dosc drastyczna metoda.
I chwala Ci za to! Przepraszam za ton i interpunkcje, ale trafil mnie
szlag!!! zmieniaj weta i to w te pedy!!!
Weterynarza juz zmienilam, nie tylko z powodu ucha Lobka.
Mojemu psiakowi odnawia sie to co chwile, ledwo przyschnie i zrobi sie strupek
to on albo trzepnie uchem, albo podrapie i zaczyna sie wszystko od nowa.
Skads to znam :-(
Obawiam sie, ze nie ma na to lekarstwa. Byc moze podklejenie ucha czyms
solidniejszym pomoze. Wiem, ze robi to sie w kosmetyce, ale nie wiem przy
pomocy czego.
Simba tez jest trzepalski i czasami az ma calkiem spora ranke na krawedzi
ucha. Co sie troche zagoi to potem znow potrzepie i wszystko sie odrywa,
krew kapie i jest horror. Jak dotad najskuteczniejszym specyfikiem jest
zwykly kit pszczeli (zasypka w pudrze) propolis. Jest znacznie lepszy od
sugerowanego przez lekarzy francuskiego zelu (nazwy nie pomne) do
wytwarzania namiastki naskorka na otwartych ranach.
Nie pomyslalam o propolisie , a powinnam. Dzieki za podpowiedz.
Problem jest natomiast z uchem (cos przeklete te nasze uszy), w zabawie jeden z psow zlapal go zebami za koncowke ucha, Bagi sie wyrwal i teraz ciezko sie goi. Jest to rana otwarta, ale nie nadaje sie do szycia. zdezynfekowalam ja, smaruje specjalna mascia zasuszajaca, ale Bagilla ciagle trzepie tymi uszami i strupek jak tylko sie zagoi natychmiast zostaje zerwany. W czwatrek chyba odwiedzimy weta, moze on ma jakies lepsze srodki.
To trudna sprawa, ranki na uszach czesto sie paskudza wlasnie ze wzgledu na
drapanie, trzepanie, uderzanie przy tym w rozne przedmioty. Badz cierpliwa.
Bylismy u weta i dostalismy nowa masc, juz zaczyna dzialac, zobaczymy z jakim
skutkiem... brzydko pachnie, wiec moze zadziala ;-)
Czy mozesz napisac cos wiecej o problemie z gojeniem sie ran na uszach? Gdzies
juz o tym slyszelismy- dobrze byloby potwierdzic lub skorygowac to, co nam wiadomo
(?) na ten temat. Kiedy to sie zaczelo, co jest przyczyna itp.
Nie ma sprawy :)
Zaczelo sie dosc beztrosko :) Pol roku temu Bagi bawil sie z rownie mlodym i
glupiutkim bokserem. Po powrocie do domu okazalo sie, ze Bagi ma ranke na uchu
(krwi wiecej niz to warte). Nawet nie zauwazylam kiedy to sie stalo, byl
wieczor, a psy nie wykazywaly jakiejkolwiek agresji wobec siebie, Bagi nie
zaskomlal, ani nic z tych rzeczy, wiec dopiero w domu zauwazylam, krew.
Myslalam, ze to taki maly problem (przeciez wieksze rany sie goja). Na poczatku
nic nie robilam, przemylam tylko i mialam nadzieje, ze zrobi sie strupek i rana
sie zagoi, o ja niemadra :(
Ranka zamiast sie goic zrobila sie wieksza. Probowalismy Propolisem i nic, po
kilku dniach pojechalam do weta. Obejrzal, zapisal jakas masc i kazal smarowac.
Problem byl w tym, ze Bagi namietnie tymi uszami trzepal na wszystkie strony
swiata (ranka, i tworzacy sie strupek swedzialy- wiec staral sie ulzyc sobie)-
co sie zrobil strupek-Bagi trzask- strupka nie ma- rana wieksza- krew na
scianie :(
Chodzil przez jakis czas w opasce na uszach, ale efektu nie bylo.
Jakiegos "pieknego" dnia gdy machal tymi uszyskami, zawadzil o kant stolu...i
pekla koncowka drugiego ucha. W koncu nasz wet przepisal rozne medykamenty, dal
jakis zastrzyk, i zaczelismy 3 razy w tygodniu jezdzic na laser, no i
przyjelismy inna metode- nie pozwalalismy pojawic sie na uchu strupkowi. Bylo
przemywanie plynem, smarowanie mascia przyspieszajaca odradzanie sie komorek, i
laser- "swiatlo, ktore leczy" :)))
No i w koncu sie udalo zakonczyc (prawie) sukcesem cala sprawe.
Co zabawne musze Wam napisac, ze zostal mi juz "odruch ucha" :) Kiedy Bagi
zaczynal nimi machac- odruchowo lapalam za jego glowe i przytrzymywalam :)
Zostalo mi do dzisiaj, a najsmieszniejsze, ze tak samo reaguje na obce psy,
ktore zaczynaja sie otrzepywac przy mnie :) Niestety mimo smarowania masciami
antygrzybicznymi nie ustrzeglismy sie grzybkow ;)
Czy wet podal jakies logiczne wytlumaczenie tego stanu uszu Bagiego? Czy spotkal sie z tym u psow innych ras? Jaki cel miala terapia laserem (rozbijanie komorek???) ? Podobno (?) jest to jakis rodzaj wirusa... Czy ktos wie cos wiecej na ten temat? Bedziemy wdzieczni za info:))))
Ja tez poprosze Eweline o wiecej szczegolow. Cala terapia wyglada bardzo interesujaco, a pekanie koncowek uszu jest stosunkowo czestym problemem u rodezjanow.
Uszka Epirka (tfu,tfu- odpukac) sa zdrowe, ale ta dolegliwosc jakos nas zainteresowala... chyba dlatego, ze jest nietypowa. Nikt nigdy nam nic nie mowil o tej przypadlosci u innych ras psich.
A propos problemow: zwalczylam wlasnie na dobre grzyba w lewym uchu Paska i jestem z siebie i z psa dumna. Wytrwala i systematyczna praca, a jego cierpliwoscia i znoszeniem zabiegow grzyba NIE MA!!!
Gabi, napisalas, ze w koncu skutecznie pozbylas sie grzybow u Paska. Jestem ciekawa co stosowalas?
Bardzo regularne i dokladne czyszczenie kilka razy dziennie przy pomocy peanu i plynu Vetriderm Otex. Do tego trzy razy dziennie po dwie krople kropli do uszu Oterna. Grzyby sa przewleklym i uciazliwym schorzeniem, myslalam, ze to sie nigdy nie skonczy! A kiedy juz sie skonczylo, nie znaczy, ze nie wroci. Niemniej jednak pean jest rewelacyjnym narzedziem do tego typu manewrow.
Moze to zabrzmi glupio lub prozaicznie, ale nie uzywamy zadnych wyszukanych srodkow kosmetycznych czy tez farmakologicznych. Epirkowe uszka czyscimy zwyklymi wacikami do uszu, na jedno ucho przypadaja zazwyczaj 2-3 waciki. I tyle.
Fajnie macie, ale na wszelki wypadek obserwujcie uszy. Paskudztwa roznego
rodzaju lubie te atmosferke ciepla, ciemnosci i wilgoci (pukpuk, odpukac).
Ja podobnie jak Paulina z Tomkiem stosuje waciki....(kiedys , gdy dziecko
bylo mniejsze uzywalam tez husteczek higienicznych Pampers do pupy
niewowlecia)...Acha : nie za czesto, raczej rzadko czyszcze psom uszy (moze
raz na miesiac, albo rzadziej). Guy przez 10 lat mial zapalenie tylko raz,
razem z Denarem: gdy wzielismy juz zakazonego szczeniaka - pewnie sie
zarazil od niego. Od tego czasu oba nie mialy zapalenia.
Jak wy to robicie ze pies pozwala wam wlozyc wacik do ucha? Saba za nic nie daje sobie dotknac wnetrza uszka. Nie reaguje przesadnie, wiec raczej nic jej nie boli, ale uparcie odmawia dostepu.
Ja to robie gdy Togo spi, wtedy na nic nie reaguje. Obecnie juz pozwala sobie czyscic uszy w pol-snie. Nie nalezy wacikow wkladac zbyt gleboko. Co do srodkow
czyszczacych uszy to dostalam wspanialy zel od Kasi Czaplinskiej, ale mam go w domu (a pisze z pracy), podam Wam nazwe pozniej. Juz czyscilam nim uszka Togusiowi, bardzo ladnie potem pachnialy.
Edyto, dostalas juz chyba bardzo wyczerpujace odpowiedzi, ja moge tylko
potwierdzic to, co napisaly dziewczyny! :))) Jesli Saba mimo proszenia i upominania nie pozwala sobie wyczyscic ucha, musicie uzyc troche sily, nie ma rady! I koniecznie zawsze pochwala i nagroda. Dobry (wyprobowany!) sposob podala tez Asia. Kiedy psiak przekona sie, ze to nic strasznego (a jeszcze chwala i daja smakolyk!), przestanie
sie wyrywac. Po kilku razach bedzie podczas takich zabiegow siedzial grzecznie jak pluszowa zabawka.
Poza tym badzcie konsekwentni - jesli macie zamiar czyscic Sabie uszy,
zrobcie wszystko, by dopiac swego. Moim zdaniem Saba powinna miec swiadomosc
nieuchronnosci Waszych postanowien. Inaczej moze nauczyc sie wykorzystywac
Wasze miekkie serduszka do wlasnych celow - ale na pewno sami juz o tym
doskonale wiecie!
wskakuj na górę